Żłobek, czyli nowy luksus

Magdalena Wojtaś
W 47-tysięcznym Ciechanowie jest tylko jeden żłobek dla 21 dzieci. Od sierpnia zaczął się tam nowy sezon, a już wszystkie miejsca są zajęte. Nowych grup w tym roku nie będzie.

W 47-tysięcznym Ciechanowie jest tylko jeden żłobek dla 21 dzieci. Od sierpnia zaczął się tam nowy sezon, a już wszystkie miejsca są zajęte. Nowych grup w tym roku nie będzie.

Ciechanowski żłobek działający przy Przedszkolu nr 10 ma znakomitą renomę – dzieci tu są zadbane, dopieszczone, z radością idą rano na zajęcia. Wprawdzie mają do dyspozycji tylko jedną salę, bez wydzielonej sypialni, ale to nikomu nie przeszkadza. Problem jest tylko jeden: za mało miejsc. W tej chwili do placówki przy Przedszkolu nr 10 uczęszcza 21 maluchów.

– Od dwóch lat w żłobku wykorzystane jest 100 proc. miejsc, a w tym roku ustawiła się już kolejka oczekujących – mówi Bożena Jastrzębowska, kierowniczka żłobka. Stara się pomagać rodzicom, dzwoni do nich, gdy zwolni się miejsce. Ale przyjąć może tyle osób, ile jest szafek w szatni i łóżeczek w sali.

Dyrekcja Zakładu Obsługi Szkół i Przedszkoli w Ciechanowie przyznaje, że zorganizowanie dodatkowej grupy dla dzieci w wieku poniżej przedszkolnego jest możliwe. Utrzymanie żłobka w całości należy do miasta i jest znacznie kosztowniejsze niż przedszkola. Wynika to ze zwiększonych wymagań sanitarnych
i kadrowych – żłobki funkcjonują jako publiczne zakłady opieki zdrowotnej i kontrolowane są prawie tak samo jak szpitale.

Istniejąca w jednej sali grupa 21-osobowa kosztuje ratusz 223 tys. zł rocznie. Dlatego, zanim powstanie następna i trzeba będzie wydać znowu podobną sumę, władze miasta chcą mieć pewność, że chętnych będzie wystarczająco dużo. – Jeśli w marcu czy kwietniu będziemy mieć takie sygnały, że oczekujących jest kilkanaście osób, zastanowimy się, czy i gdzie uruchomić kolejną grupę. Jednak na pewno nie da się tego już zrobić w tym samym budynku, w którym jest obecnie żłobek – mówi Adam Krzemiński, dyrektor ZOSiP.

Tymczasem wielu rodziców rezygnuje z poszukiwań, gdy słyszy, żeby zgłosić się za trzy miesiące, bo teraz nie ma miejsc. Ale są i wytrwali. Beata Kubala, mama półtorarocznej dziewczynki, zapisała się na listę oczekujących i musi czekać do stycznia. A ona chciałaby już szukać pracy w Ciechanowie, bo teraz jest więcej ofert niż w zimie. – Julia chce do dzieci, zatrudnienie opiekunki nie wchodzi w grę. W lutym kończy mi się urlop wychowawczy i muszę coś zrobić. Nie wiem, co będzie, jak nie uda się załatwić miejsca w żłobku – stwierdza z niepokojem.

Do kierowniczki Jastrzębowskiej codziennie przychodzą dwie lub trzy osoby, prosząc o dopisanie do listy. W jej gabinecie chusteczki leżą na wierzchu, bo nie raz zdarza się, że matki płaczą. Brak miejsca w żłobku zwykle oznacza dla nich konieczność zrezygnowania z pracy. Liczbę zainteresowanych oddaniem dziecka do żłobka trudno tak naprawdę oszacować – rodzice przychodzą bowiem w ostatniej chwili. –Marzę o takiej sytuacji, że rodzice zgłaszają dzieci rok wcześniej, bo łatwiej wykreślać z listy rezygnujących, niż zaradzić w takiej sytuacji jak dziś – podkreśla Bożena Jastrzębowska.

Żłobek jest propozycją atrakcyjniejszą niż prywatna opiekunka. Jest tańszy, pracuje w nim wykwalifikowana kadra, zapewnia prawidłowe żywienie i dba o rozwój dziecka. – Wolę instytucję niż osobę fizyczną, nieznaną, bo nad taką osobą nie ma kontroli, nie wiadomo, co robi, kiedy jest sama z dzieckiem – mówi Daniel Kanownik, tata dwuletniego Konrada, który ma szansę na miejsce już we wrześniu.

Nagły wzrost zainteresowania żłobkiem to efekt lepszej sytuacji na rynku pracy, a także przełamania stereotypów.

– Długo pracowałyśmy na to, by ludzie nauczyli się o żłobku myśleć inaczej niż o sali szpitalnej, na której śmierdzi lizolem i stoi rząd metalowych łóżek, w których płaczą zaślinione
dzieci – twierdzi kierowniczka placówki. Kiedyś, przed 2002 r., żłobek dysponował większą liczbą łóżek. Wcześniej mieścił się we własnym budynku przy ul. Sienkiewicza, gdzie dziś funkcjonuje przedszkole nr 3. Tam w latach 80. chodziło prawie 200 dzieci, była specjalna grupa dla niemowląt. Jednak po roku 2000 na zajęcia przychodziło nie więcej niż 10 dzieci dziennie. Wydawało się więc, że grupa z 21 miejscami wystarczy. Dziś starego budynku nie udałoby się jeszcze zapełnić żłobkowiczami, ale za rok czy dwa mogłoby to już być możliwe ze względu na mijający niż demograficzny.

Na powrót do starego budynku nie ma już szans. Stworzenie nowej samodzielnej grupy w kolejnym przedszkolu będzie musiało na razie wystarczyć.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie