Wesołe jest życie emeryta

Małgorzata Ziółkowska
Najcięższą chorobą, jaką mogą sobie wyobrazić starsi ludzie, jest samotność. W Płońsku emeryci mają jednak mnóstwo pomysłów na to, by przed nią skutecznie uciec.

Najcięższą chorobą, jaką mogą sobie wyobrazić starsi ludzie, jest samotność. W Płońsku emeryci mają jednak mnóstwo pomysłów na to, by przed nią skutecznie uciec.

Dla niektórych emerytura to czas odpoczynku i spotkań z przyjaciółmi przy kawie w zaciszu domowego ogniska. Są jednak i tacy, którzy stawiają na spełnianie odkładanych na bok marzeń i zorganizowaną aktywność.

– Emerytura? Odkąd na nią poszedłem, czuję, że naprawdę żyję – wyznaje Sławomir Zembrzuski, rzeźbiarz, student Uniwersytetu Trzeciego Wieku działającego przy Miejskim Centrum Kultury w Płońsku. Na emeryturze jest od czterech lat. Przeszedł na nią, bo musiał – zdrowie nie pozwalało mu już dłużej pracować. Z zawodowego policjanta przeobraził się w artystę, menadżera, studenta.
Nie bawi wnuków, bo jeszcze ich nie ma. Jest za to pełen energii i zapału do pracy.

– Od zawsze wiedziałem, co będę robił na emeryturze – stwierdza i dodaje, że wreszcie znalazł czas na działalność artystyczną. Nawiązał kontakt z innymi twórcami. Najpierw założył klub Art Płona, który dał początek stowarzyszeniu o tej samej nazwie. W wolnych chwilach zbiera informacje dotyczące historii rodziny Zembrzuskich. Kolekcjonuje też stare przedmioty, np. ma fortepian z 1864 r.

– Każdy powinien mieć zajęcie, które go pochłania. Wtedy życie płynie bardzo ciekawie – uważa pan Sławomir. W jego przypadku są to np. warsztaty rzeźbiarskie dla dzieci i młodzieży, których prowadzenie łączy ze studiami na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Wraz z nim na wykłady uczęszczało w ubiegłym roku blisko 30 słuchaczy.

– Przy uniwersytecie zawiązała się nieformalna grupa emerytów, którzy wspierają akcje organizowane przez MCK, chodzą na wernisaże – informuje Jolanta Marzęcka z Miejskiego Centrum Kultury. Jak mówi, w ubiegłym roku największym zainteresowaniem studentów cieszył się kurs komputerowy. Na wykłady na uniwersytecie przychodzili w jedną sobotę miesiąca.

W tym roku inauguracja nowego roku akademickiego zaplanowana jest na połowę października, trwają zapisy. Organizatorzy zapraszają szczególnie mężczyzn, którzy jak dotychczas są na wykładach zdecydowaną mniejszością.

Kobiety zdominowały także klub seniora, organizację działającą od 1972 r. przy Spółdzielni Mieszkaniowej w Płońsku. – Od 22 lat należę do klubu. Tu jest moje życie – zwierza się "Naszemu Miastu" 76-letnia Teresa Zientarska-Raczkowska, która od dwóch lat pełni funkcję przewodniczącej klubu. Wypełnianie obowiązków babci dla 11 wnucząt ma już za sobą, ma więc czas dla siebie i wykorzystuje go najlepiej, jak się da.

Życie na emeryturze płynie jej wesoło, ale dawniej nie zawsze było lekko. Jej mąż zmarł w wieku 35 lat na raka, więc sama musiała wychować czterech synów. Gdy tylko zyskała taką możliwość, w wieku 52 lat bez zastanowienia przeszła na emeryturę. Samotne życie nie bardzo jej jednak odpowiadało,
wyszła ponownie za mąż. – Gdy mój syn mówił swoim wykładowcom, że jedzie na wesele mamy, która ma 67 lat, wszyscy mu gratulowali – wspomina z radością. Dziś jej drugi mąż już nie żyje, a ona wspomina z rozrzewnieniem, że we dwoje było inaczej. Jednak nie narzeka, bo ma wielu przyjaciół.

Samotności nie odczuwa też 91-letnia Sabina Wiśniewska. – Panu Bogu od setki nie odstępuję –zapowiada. Cieszy się, że ma cudowną starość. – Nie choruję, nic mnie nie boli. Tylko czasami bywam w szpitalu, bo mam wadę serca – opowiada z optymizmem. Nadal przychodzi na spotkania do klubu seniora, w którym działa od ponad 30 lat. I choć wejście po schodach to dla niej spory wysiłek, nie opuszcza żadnego z czwartkowych spotkań. – Gdyby nie przyjaźń koleżanek z klubu, to moja starość byłaby nudna. Najcięższą chorobą, jaką mogę sobie wyobrazić, jest samotność – uważa.

Dla wielu emerytów ucieczką przed samotnością jest czynny udział w życiu Kościoła. Choć nikt nie organizuje dla nich oddzielnych wspólnot, aktywnie współtworzą różne grupy modlitewne. Marianna Kaliszewska nie należy ani do klubu seniora, ani – chociaż jest praktykującą katoliczką – do
żadnej wspólnoty parafialnej. Na brak zajęć jednak nie narzeka. Lubi swoje ciche, spokojne życie. Była na kilku spotkaniach w klubie, ale jak twierdzi, to nie dla niej. Woli spotkać się z koleżanką, porozmawiać, wypić kawę lub pójść na spacer. Już wkrótce wraz z mężem wylatuje do Kanady. Tam na stałe mieszka jej córka. – Bardzo lubię wyjeżdżać, poznawać inne kultury – wyznaje pani Marianna.

Niewątpliwie jest wyjątkiem wśród emerytów. Większość z nich nie może pozwolić sobie na podróże po świecie, bo ich na to nie stać. Ale i tak świetnie sobie radzą.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie