Na śmietniku życia

Marcin Sobocki
Zbieracze z hałd śmieci wygrzebują wszystko, co da się sprzedać. Ryszard Jasiński zbiera głównie aluminiowe puszki, które sprzedaje za 4 zł za kilogram, foto: Marcin Sobocki
Zbieracze z hałd śmieci wygrzebują wszystko, co da się sprzedać. Ryszard Jasiński zbiera głównie aluminiowe puszki, które sprzedaje za 4 zł za kilogram, foto: Marcin Sobocki
Dzień w dzień hałdy wysypiska śmieci w Dalanówku przemierza kilkanaście osób ubranych w pomarańczowe kamizelki. Tak na swój chleb powszedni zarabiają nielegalni zbieracze.

Dzień w dzień hałdy wysypiska śmieci w Dalanówku przemierza kilkanaście osób ubranych w pomarańczowe
kamizelki. Tak na swój chleb powszedni zarabiają nielegalni zbieracze.

Wysypisko śmieci w Dalanówku, w gminie Płońsk. Miejsce legalnej pracy dla kierowniczki, kilku operatorów sprzętu, dozorców i wagowej. Obok nich uczciwie, lecz już nielegalnie pracuje kilkanaście osób, które całymi dniami wygrzebują ze śmieci wszystko, co się da sprzedać. Ubrani w pomarańczowe kamizelki, spod których wystaje kilka warstw starych ubrań, wyraźnie zmęczeni życiem.

– Dzicy zbieracze przy jeżdżają z Kryska, Szczytna, a jedna kobieta to aż z Zakroczymia codziennie na rowerze pedałuje – opowiada mieszkaniec jednego z pobliskich domów. – Jeden to nawet legalną robotę za tysiąc złotych na rękę miał w Nowym Mieście, rzucił ją i przyszedł grzebać na wysypisku. Więc chyba się im opłaca? – zastanawia się mężczyzna.

Z kilkoma workami domowych i redakcyjnych śmieci wjeżdżamy na wysypisko. Część z kilkunastu osób grzebiących w wielkiej górze odpadków natychmiast podchodzi do wyrzuconych worków. Dwie kobiety, szarpiąc, szturchając i popychając się wzajemnie, walczą o obiecująco wyglądający pakunek.

Parę metrów dalej starszy mężczyzna przy pomocy wideł z wprawą przesiewa odpadki.
– Ja tu jestem już 20 lat, a jak jeszcze długo – nie wiadomo, bo my tu podobno jesteśmy nielegalnie – narzeka. Pytanie o poprzednie zajęcie zbywa żartem. – W kościele księgowym byłem – śmieje się i odwraca na pięcie.

Seniorka ekipy dzikich zbieraczy Stanisława Przetacka jest bardziej rozmowna. Jej los zawsze był związany z tym miejscem. Urodziła się w 1929 r. zaledwie parę kilometrów stąd. – Tu się urodziłam i tu zostanę. Bracia się wynieśli, mamusia umarła, siostra umarła, zostałam sama – mówi. Opowiada, jak za komuny z trudem żyła ze skrawka ziemi szóstej klasy. – Ciężko było bardzo, nie było co do garnka włożyć, a na wysypisko wtedy nie wpuszczali. Dopiero jak przyszedł Wałęsa, pozwolili tu dorobić. Od tej pory nie jest źle. Jestem chociaż najedzona. No i nie ckni się samemu siedzieć w domu – podsumowuje swoje życie na wysypisku kobieta.

Ryszard Jasiński zbiera głównie puszki. Po konserwach – u pośrednika po 40 gr – i aluminiowe od napojów – po 3 zł za kilogram. – Żeby te swoje 3 zł zarobić, trzeba uzbierać 57 puszek, a żeby było na chleb i papierosy, muszę zebrać dziennie pięć, sześć kilogramów – wylicza mężczyzna.

Lepszy interes na puszkach robi przyjeżdżający do zbieraczy pośrednik. W punkcie skupu złomu w pobliskich Strubinach za kilogram aluminium dostaje 4 zł.

– Zbieracze z wysypiska czasem przywożą złom bezpośrednio do mnie. Po kilku dniach zbierania jeden potrafi dostarczyć nawet kilkaset kilogramów metali – opowiada właściciel skupu Roman Pikora.

Oprócz aluminium z puszek do punktu skupu zbieracze dostarczają głównie najtańszy złom stalowy. Jednak gdy na wysypisko trafi (choć zgodnie z przepisami nie powinna) pralka, to zbieracze z niej odzyskują nawet 50 dag miedzi, której kilogram można sprzedać na skupie za 15 zł.

– Ci młodzi to podobno wyciągają nawet 300 zł dziennie, a 150–180 zł to na pewno. Ja to czasem ledwie uzbieram za 10 zł, bo tamci mnie odpychają, nie dadzą zbierać w dobrych miejscach – skarży się Stanisława Przetacka. Ale wszyscy podkreślają, że kiedyś śmieci były "tłustsze" i można było lepiej się obłowić.

– Z 10 lat temu wyrabiałem nawet stówę dniówki, ale wtedy ludzie więcej wyrzucali. Gruby jak palec miedziany kabel to nie była rzadkość – wspomina Ryszard Jasiński. Dziś, jak twierdzi, trudno zarobić 30 zł. To zapewne efekt uboczny coraz popularniejszego domowego segregowania śmieci.

Prezes płońskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Dariusz Matuszewski wie o nielegalnych zbieraczach na wysypisku w Dalanówku. Przyznaje, że ich praca, choć nielegalna, jest pożyteczna.
– Zarabiają w ten sposób na życie i sprawiają, że pewna część odpadków, zamiast zalegać na składowisku, trafia do recyklingu – przyznaje. Z drugiej strony podkreśla, że zgodnie z prawem zbieraczy na wysypisku w ogóle nie powinno być. – Gdyby zdarzył się jakiś wypadek, odpowiedzialność spadnie na zarządcę składowiska. Próbujemy więc znaleźć jakiś kompromis, ucywilizować to zbieractwo
– tłumaczy.

Stąd się wzięły pomarańczowe kamizelki, w które ubrani są zbieracze i dzięki którym są bardziej widoczni. – Zabroniliśmy też segregowania śmieci, dopóki nie odjedzie przywożący je samochód i nie rozsypie ich spychacz – dodaje prezes.

Już niedługo przyszłość przyniesie zbieraczom jeszcze więcej zmian. Prawdopodobnie za kilka miesięcy, kiedy rozpocznie przyjmowanie odpadków, część wysypiska zmodernizowana według unijnych
norm, teren, na którym dziś działają, zostanie zamknięty. Wtedy przestanie też działać, pożyteczna skądinąd, dzika sortownia. A zbieracze ze śmietniska prawdopodobnie trafią na kompletny margines życia.

Do te matu wrócimy.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie