Młodzież bierze, a oni gadają

Marcin Sobocki
foto: Marcin Sobocki
foto: Marcin Sobocki
O zażywaniu narkotyków przez młodzież dużo się mówi. A na drodze do pokonania problemu stoją tak absurdalne bariery, jak np. brak zgody rodziców na kontrole ich dzieci.

O zażywaniu narkotyków przez młodzież dużo się mówi. A na drodze do pokonania problemu stoją tak absurdalne bariery, jak np. brak zgody rodziców na kontrole ich dzieci.

Lekarze, urzędnicy i samorządowcy kładą coraz większy nacisk na profilaktykę narkotykową, zwłaszcza
wśród młodzieży. Obok takich działań i pomocy uzależnionym ważna jest jednak także walka o ograniczenie dostępności narkotyków. Tą zajmuje się głównie policja, której na drodze do skutecznego działania potrafią stanąć także rodzice.

Funkcjonariusze w Ciechanowie mają odpowiedniego pomocnika – foksteriera Kacpra przeszkolonego w wykrywaniu narkotyków. Niestety, przy młodych ludziach nie pojawia się on zbyt często. – Wykorzystujemy go wyłącznie na prośbę dyrekcji szkoły, a to zdarzyło się dotąd zaledwie kilka razy – wyjaśnia Leszek Goździewski, rzecznik prasowy KPP w Ciechanowie.

Problem nie tkwi jednak w dyrekcji. – Chcieliśmy takiej kontroli, ale większość rodziców nie wyraziła zgody – tłumaczy Alicja Chojnacka, dyrektorka Gimnazjum nr 3. Jak mówi, rodzice, aby odepchnąć od siebie problem, potrafią zlekceważyć nawet bardzo poważne sygnały płynące ze strony
szkoły. – Teraz dostaliśmy testy wykrywające narkotyki w organizmie. Będziemy proponować rodzicom niektórych uczniów, by wykonali je w domu. Wynik będą znali tylko oni, więc może dadzą się namówić – ma nadzieję pani dyrektor.

Skąd ta niechęć rodziców?
– Sprowadzanie do szkoły psa to tak, jakby podejrzewać wszystkich o to, że ćpają. Są chyba lepsze sposoby na to, żeby złapać dilerów – mówi tymczasem Krzysztof, ojciec ucznia
z Miejskiego Zespołu Szkół nr 1. Na szczęście są i inaczej patrzący rodzice. – A dlaczego miałabym
mieć coś przeciwko? Ja swoim dzieciom ufam, ale jak jest z innymi – nie wiem. Kłopotów można uniknąć tylko wtedy, gdy się wcześnie wykryje problem – deklaruje Anna Zawadzka.

Pani Zawadzka była jedną z matek, które uczestniczyły w wielkiej akcji profilaktycznej skierowanej do uczniów, ich rodziców i nauczycieli, zorganizowanej w ubiegłym tygodniu przez urzędników miejskich i policjantów z ciechanowskiej komendy. Pytanym przez nas gimnazjalistom, z którymi rozmawialiśmy bez świadków w Gimnazjum nr 3 najbardziej przemówiło do wyobraźni spotkanie z pacjentami z Młodzieżowego Ośrodka Leczenia Narkomanii w Wólce Przybojewskiej. – Była wśród nich dziewczyna, która przez swoje uzależnienie straciła prawo do wychowywania córeczki. Mało było osób, których nie poruszyła jej historia – ocenia Mariolka, uczennica trzeciej klasy.

Duże wrażenie zrobił też opis tego, co dzieje się z człowiekiem na głodzie. – Najstraszniejsza chyba jest utrata godności, honoru, uczciwości. Jeden z tych ludzi opowiadał, jak okradał własną matkę, żeby zdobyć kasę na narkotyki. Jak pomyślę o takim upadku, odechciewa mi się eksperymentów – Marek
wygląda na poruszonego.

Zdaniem fachowców poznawanie doświadczeń osób, które przeżyły narkotykowy koszmar to dobry pomysł. Niektórzy fachowcy mają jednak wątpliwości, czy spotkanie z byłym ćpunem tak dobrze służy profilaktyce. – Takie spotkanie może też prowadzić do myślenia torem "brał, przestał, żyje, czyli to nic takiego strasznego" – ostrzega Katarzyna Krakowiak z Komendy Głównej Policji.

Gimnazjaliści, z którymi rozmawialiśmy nie rozumieją, że problem jest poważny. – Ludzie biorą, bo chcą równać do starszych, którzy często namawiają: "weź". Biorą, bo zżera ich samotność, a oni zgrywają agresiwę, kozaka. Chcą pokazać swoją siłę, pogardę dla zagrożenia, więc albo skaczą na bungee, albo kłują się kolczykami, zdobią tatuażem, albo właśnie biorą – zaskakuje dojrzałą analizą Mariolka.

Młodzież zarzuca rodzicom i nauczycielom, że uciekają od tematu, boją się go. – W szkole, w której byłam wcześniej, do klasy wszedł półprzytomny koleś. Zatoczył się, zabełkotał i puścił pawia. Nauczyciel wezwał woźnego, żeby posprzątał. A kolesiowi kazał... spokojnie usiąść. Koniec sprawy – Mariolka nie kryje lekceważenia dla tak fachowego pedagoga. – Z rodzicami bywa podobnie – twierdzi Łukasz. – Synku, ty nie bierzesz, prawda? Nie, tato. Rozmowa skończona, sumienie czyste – kwituje.

Młodzi liczą na siebie, na przyjaciół. Stawiają na rozmowę z kolegą, który ma problem, dopiero gdy to nie pomoże z jego rodziną. Potwierdzają, że ograniczenie dostępności do narkotyków też jest ważne. Ciechanowscy gimnazjaliści, np. Łukasz, mówią wprost o tym, że dilerzy w szkołach byli, są i będą. On deklaruje, że jest za policyjnymi nalotami na szkołę.

– Nikt nie doniesie na dilera, każdy będzie się bał i wstydził etykietki kapusia. A tak – wchodzą z pieskiem, najlepiej znienacka w czasie lekcji, i wszystko jasne – przekonuje. A co ze sprzeciwem rodziców? – Policja nikogo nie powinna pytać o zgodę na wejście z psem do szkoły, nawet rodziców.
O tym nikt nie powinien wiedzieć – twierdzi Łukasz.

Może pomysł gimnazjalistów warto rozważyć? Tym bardziej że, gdy przestępstw narkotykowych w Ciechanowie przybywa, foksterier Kacper pracuje średnio raz w tygodniu, a w szkołach nie bywa prawie wcale. "Nie chcesz pan gorączki, stłucz pan termometr" – powiedział kiedyś pewien polityk i przegrał wybory. Rodzice wyznający tę zasadę, a szczególnie ich dzieci – mogą przegrać życie.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie